Wyjazd na kulig do Wisły Czarne okazał się prawdziwym strzałem w dziesiątkę – jakby zima sama zaprosiła nas do swojej śnieżnej opowieści.
Już od pierwszych chwil czuć było wyjątkowy klimat tego miejsca: skrzący się pod płozami śnieg, mroźne, czyste powietrze i ciszę przerywaną jedynie dźwiękiem dzwonków oraz rytmicznym stukotem końskich kopyt. Trasa kuligu prowadziła przez malowniczą dolinę Białej Wisełki – jedno z najpiękniejszych i najbardziej dziewiczych miejsc w Beskidzie Śląskim.
Spokojna, rekreacyjna droga wiodła wzdłuż źródłowego potoku Wisły, który leniwie przeciskał się między śnieżnymi brzegami. Otaczały nas majestatyczne świerki i jodły, uginające się pod ciężarem białych czap, a zimowy las zdawał się szeptać własne historie.
Utwardzona trasa, całkowicie wyłączona z ruchu samochodowego, zapewniała komfort i poczucie bezpieczeństwa, pozwalając jednocześnie w pełni zanurzyć się w rytmie natury i zapomnieć o codziennym pośpiechu.
Dolina Białej Wisełki zachwyca swoją surową, naturalną urodą. Krystalicznie czyste potoki, monumentalne drzewa i dzikość krajobrazu tworzą scenerię niczym z górskiej legendy. To właśnie tutaj, na północnych stokach Baraniej Góry, mają swój początek źródła Białej Wisełki, a liczne progi skalne i wodospady układają się w malownicze Kaskady Rodła.
Zimą, skute lodem i oszronione, wyglądały jak naturalne rzeźby, przyciągając spojrzenia i obiektywy aparatów. To miejsce szczególnie bliskie sercom miłośników gór, którzy szukają ciszy oraz autentycznego kontaktu z przyrodą.
Po kuligu zostaliśmy zaproszeni do góralskiej Watry – tradycyjnej, drewnianej chaty położonej w sercu doliny. Już od progu uderzało ciepło bijące od paleniska i zapach palonego drewna, który natychmiast wprowadzał atmosferę domowego spokoju. Watra została stworzona jako miejsce odpoczynku i wspólnej biesiady, gdzie czas płynie wolniej, a rozmowy nabierają szczerości.
Przy żywym ogniu ogrzewaliśmy zmarznięte dłonie, piekliśmy kiełbaski i kosztowaliśmy regionalnych potraw, które smakowały wyjątkowo po zimowej przejażdżce. W tle rozbrzmiewała góralska muzyka – radosna i porywająca – zachęcająca do śpiewu, tańca i wspólnego śmiechu. Ciepło ognia, dźwięki muzyki i gwar rozmów stworzyły niepowtarzalną atmosferę, w której łatwo było zapomnieć o upływie czasu.
Humory dopisały od początku do końca, śniegu nie brakowało, a dobra zabawa trwała długo . Ten dzień stał się nie tylko zimową atrakcją, ale przede wszystkim pięknym doświadczeniem bliskości -z naturą, z górami i z ludźmi. Wspomnienie kuligu w dolinie Białej Wisełki pozostanie z nami na długo, jak ciepły blask ognia w mroźny, górski wieczór.
