Dziś przyszła pora na pierwsze spotkanie z węglem — techniką wymagającą, kapryśną i, wbrew pozorom, naprawdę trudną. Węgiel nie zawsze słucha dłoni. Potrafi postawić opór, wymaga odwagi, wyczucia i gotowości na to, że czasem trzeba coś zatrzeć, poprawić, przetrzeć… i zacząć jeszcze raz.
Były więc chwile zwątpienia, mocniejsze przetarcia, ślady niepewnych ruchów i momenty, w których pojawiało się pytanie: „Czy to na pewno idzie w dobrą stronę?”
Ale właśnie na tym polega nauka -na próbowaniu, popełnianiu błędów, szukaniu właściwego gestu i odkrywaniu, że z każdą kolejną kreską jest odrobinę łatwiej.
A jak poszło? Jak na pierwszą próbę rysowania węglem – naprawdę nie najgorzej!
Najważniejsze, że była odwaga, ciekawość i gotowość, by zmierzyć się z czymś nowym. Reszta przyjdzie z czasem, ćwiczeniem i kolejnymi kartkami pełnymi śladów. Bo każdy piękny rysunek zaczyna się przecież od pierwszej, czasem bardzo niepewnej kreski.
